robaki

kiedy tak rozkręcam
poszczególnych chwil
skrępowane żądze,
są pełne strachu i tak dzikie,
ciemnością mych oczy spowite.

tkwię w nienazwanej przestrzeni
między pogrzebami końców,
postanowień rozrzuconych.

jak ciche pasożytnictwo
toczy życie wyciszone,
tak trawi mnie robactwo
w pustej głębi odprężenia.

znów po nocnej gorączce
przeżarty tylko się budzę,
czy jednak mogę zaprzeczyć,
że już tu nigdy nie wrócę?

Jedna uwaga do wpisu “robaki

Dodaj komentarz