kiedy tak rozkręcam poszczególnych chwil skrępowane żądze, są pełne strachu i tak dzikie, ciemnością mych oczy spowite. tkwię w nienazwanej przestrzeni między pogrzebami końców, postanowień rozrzuconych. jak ciche pasożytnictwo toczy życie wyciszone, tak trawi mnie robactwo w pustej głębi odprężenia. znów po nocnej gorączce przeżarty tylko się budzę, czy jednak mogę zaprzeczyć, że już tu nigdy nie wrócę?
Koszmar(nie dobre)
PolubieniePolubienie